co w finansach piszczy...
 Oceń wpis
   
  • Dzisiaj miałem wątpliwą przyjemność słuchania dyskusji (co prawda załapałem się tylko na 10 ostatnich minut) o kredytach hipotecznych na TVP INFO. Oczywiście rzeczowa dyskusja nie może obyć się bez znawców: był jakiś facet z KNF, przedstawiciel banków i ktoś z dziwnie brzmiącego „stowarzyszenia osób pokrzywdzonych przez banki”. W tym zacnym gronie sprzeczano się o podwyższenie zabezpieczeń kredytów hipotecznych zaciągniętych we franku.  Jak tak słuchałem to aż żal mi się robiło, żal osób które za dużo o ekonomii nie wiedzą. Takie pierdoły jak ci ludzie gadają, np. nie powinno się brać kredytów w innej walucie niż się zarabia, banki poprzez spadek złotego muszą się dodatkowo zabezpieczyć przed ryzykiem podnosząc raty itp. Sprawa jest prosta, frank to waluta niesamowicie przewartościowana, analogicznie do giełdy to istna bańka mydlana. Nie jakichkolwiek podstaw (wewnętrznych Szwajcarii ) do „posiadania” tak mocnej waluty. Jak to się ma do kredytów hipotecznych --- banki trzęsą gaciami, wiedzą że, frank będzie leciał za niedługo na łeb na szyję. Nic tylko brać kredyt we frankach. Tylko teraz kredytu we frankach nikt nie dostanie.... spróbujcie sami. Bo kto o zdrowych zmysłach udzieli kredytu jak LIBOR CHF 3 mies.0.4100 a WIBOR 3mies. y 4.1400.

     

 
 Oceń wpis
   
  • Ludzki umysł jest ciekawy. Wszędzie szuka porządku, wszystko chce mieć uporządkowane i usystematyzowane (pomijam fakt, że w większości sytuacji, cały ten nasz porządek ma liche fundamenty). Chyba taka i nasza natura. Obszar który naocznie i co tu dużo mówić dość boleśnie wymyka się z ludzkich szponów rozumienia w kwestii ekonomii to giełda. Trzeba ją jakoś okiełznać, przecież nie można zarabiać pieniędzy na czuja. Z tego powodu powstaję niezliczone teorie, jedne z nich bardziej logiczne inne mniej, jedne się sprawdzają tylko w kraju X i tylko pomiędzy październikiem i grudniem a inne znowuż wtedy gdy kobiety noszą krótkie spódniczki.

    Jednak mam wrażenie, że w tym całym animuszu zapomina się o podstawowych rzeczach. Jak np. tym, że cena jest wynikiem potyczki popytu i podaży. I o tym kto stanowi w giełdzie popyt i podaż. Obecnie aż roi się w różnych opisach od byków – domniemam popyt i niedźwiedzi – domniemam podaż. Jednak zarówno za popyt jak i podaż odpowiedzialny jest kto? Ano ludzie, ludzkie mózgi… i może przede wszystkim emocje które w tych mózgach drzemią. (Bynajmniej ta teza nie jest wpisywaniem się w nurt analityków technicznych). Próba uporządkowania giełdy… jest próbą polegającą na odkryciu wszelakich czynników oddziałujących na ludzki umysł. A to wbrew powszechnemu optymizmowi – raczej nie jest możliwe. Można oczywiście bazować na czynnikach „wydawałoby się ” najbardziej znaczących, a resztę uznać jako zmienne losowe. Jednak wszystkie próby określenia tych czynników fundamentalnych kończyły się wielkim fiaskiem.

    Dlaczego nie umiemy pogodzić się z tym że giełda raz niebotycznie idzie w górę, by znowu spaść (spada dużo szybciej, ale rzadziej). Dlaczego nie umiemy pogodzić się z losowością i robimy lekką cesję odpowiedzialności na guru i innej maści „geniuszy”?

    Można się w tym wszystkim trochę pogubićNo bo jakoś trzeba zarabiać na giełdzie, no i oczywiście niektórzy zarabiają a niektórzy tracą. Czym się kierują? Teoriami wymyślonymi przez naukowców, ekonomistów, teorie te są później krytykowane przez naukowców, a później przez ekonomistów (kolejność dowolna) i tak się sprzeczają szukając złotego środka! Jednak złotego środka nie ma, a nawet jeśli jest to w momencie jego odkrycia stałby się w milisekundach bezużyteczny. Dlaczego? Ano dlatego że niemożliwa jest sytuacja w której wszyscy zarabiają. Ktoś w końcu chciałby spieniężyć taki balon.

    CDN . . . może

     

 
 Oceń wpis
   

 

  • Pod względem PKB

    Polska zajmuje na świecie 24 miejsce. Z krajów UE wyprzedzają nas jedynie Holandia, Hiszpania, UK, Francja, Niemcy, Włochy (Jednak pod względem dynamiki wzrostu PKB z ostatnich 15 lat wyprzedzamy wszystkie wyżej wymienione kraje; średnioroczna dynamika liczona z 15 lat wynosi 6,58%).

    Pod względem PKB per capita liczonego w sile nabywczej

    Polska zajmuje na świecie 52 miejsce (Ciekawostka: pierwszy jest Katar a nie Luxemburg). Wyprzedzają nas wszystkie kraje UE, nawet Słowacja!yle="">  Jeśli chodzi o dynamikę wzrostu to tego wskaźnika to Polska (6,65%) zajmuje 24 miejsce, z krajów UE wyprzedzają nas: Słowacja (6,74%), Irlandia (7,49%), Litwa (7,51%),Estonia (8,88%) i Łotwa (9,25%).


     

 
 Oceń wpis
   

Wskaźnik Sharpa

Z racji tego iż uważam za bezsensowne odejmowania od stopy zwrotu stopy wolnej od ryzyka (oraz z tego powodu że dla różnych krajów oprocentowanie rocznych bonów różni się) pominięto we wzorze stopę wolną od ryzyka. Tak więc wzór przedstawia się następująco

stopa zwrotu / odchylenie standardowe

Metodologia

W badaniu przyjęto okres od 01.1995 do 01.2008, kalkulacja zwrotów - kwartalna. Zwrot wyliczony na podstawie średniej geometrycznej. * - oznacza krótszy okres badanie (od 01.2002)

Wyniki

 

Wykres trochę niewyraźny, ale dopiero się uczę obsługiwac to cudo :D.

CDN (beta i inne)

Made by

Marcin Zientek

 

Tagi: inwestowanie
 
 Oceń wpis
   

 

Przeglądając internetowe serwisy informacyjne lub oglądając telewizję trudno nie natknąć się na komentarze dotyczące wypowiedzi posła Artura Górskiego (PIS) na temat wybranego niedawno prezydenta USA Baracka Obamy. Wszyscy publicyści, komentatorzy, słuchacze itp. Pieją w jedną nutę, mianowicie wszyscy podkreślają skandaliczny ton wypowiedzi, głupotę i kompromitację (nie tylko w/w posła – z czym się zresztą zgadzam). Zostawmy jednak to na boku. Mnie zaciekawiło co innego. /słowo wyjaśnienia: nie oglądam posiedzeń sejmu/ Dlaczego na posiedzeniu sejmu poseł, obojętnie jakiego ugrupowania, mówi swoje prywatne zdanie na temat wyboru nowego prezydenta USA? No bo przecież nie była to debata „merytoryczna” nad żadnym projektem. Trudno również taką sytuację wpisać w jakąkolwiek funkcję przypisaną sejmowi (ustrojotwórcza, ustawodawcza, kreacyjna, kontrolna). Tak więc po co? Dlaczego ludzie na to nie zwracają uwagi? Temat pozostawiam do przemyślenia.

Tagi: polityka
 
 Oceń wpis
   
  • Chyba każdy człowiek chociaż raz w życiu narzekał na roboty drogowe. Narzekania te stają się jeszcze większe gdy stoimy w korku 30 minutowym, prawy pas zamknięty godzina 14.00 a po robotnikach nie ma śladu, wyparowali. Roboty drogowe to nie przelewki, kosztują dużo, przygotowania pod inwestycję też trochę trwają, logistycznie też nie jest to proste przedsięwzięcie. Jednak każdy chce jeździć po dobrych drogach, nikt nie chce zbyt często stać w korkach, wymiana amortyzatorów i innych części zawieszenia trochę kosztuje. Tak więc śmiało można powiedzieć że roboty drogowe leżą w interesie ogółu(*). Skoro leżą w interesie ogółu to czy mamy prawo narzekać?

    Toż to oczywiste że mamy.

             Ogólnie w gospodarce coraz częściej zastosowanie znajduje pojęcie kosztu alternatywnego (w górnictwie niestety jeszcze nie znalazło). Dla nie wtajemniczonych wyjaśniam: koszt alternatywny to koszt ukryty wyrażający koszt utraconych możliwości. W przeciwieństwie do kosztu księgowego trudno go oszacować ale jest on niezmiernie użyteczniejszym narzędziem. Dlaczego w robotach drogowym nie jest uwzględniany koszt alternatywny? Przecież dopiero po uwzględnieniu kosztu alternatywnego dostajemy obraz czy tak naprawdę roboty drogowe (w obecnym stanie) leżą w interesie ogółu. Osobiście jestem zwolennikiem wprowadzenia przepisów które nakazywałyby prowadzenie robót drogowych również w nocy. Zdaje sobie sprawę że koszty wynagrodzeń byłyby dużo wyższe. Jednak popatrzmy na to z punkty widzenia interesu ogółu. Przecież taka robota trwałaby krócej, przez co w korkach stałoby się sumarycznie mniej. Jeśli zliczyć wszystkich czas jaki ludzie poświęcają na stanie w korkach oraz ilość tych ludzi i pomnożyć to nawet przez głupią średnią krajową stawkę -----to co o tych kosztach alternatywnych nikt już nie myśli? Dodatkowo transport cierpi, silniki cierpią, auta spalają więcej, takich przykładów można by mnożyć w nieskończoność. To skoro koszty alternatywne są takie duże to dlaczego roboty drogowe nie są realizowane również w nocy? Trudno logicznie uargumentować taki stan rzeczy. Może komuś się uda, powodzenia!

     

 
 Oceń wpis
   

 

Dzisiaj chciałbym zwrócić uwagę na rzecz nie związaną bezpośrednio z ekonomią szeroko pojętą. Rzecz dotyczy mianowicie polityki i psychomanipulacji poprzez telewizję. Dzisiaj miałem okazję oglądnąć serial „Na dobre i na złe”, rzecz o szpitalu i różnych z nim związanych perypetiach. No i czegóż to ja się dzisiaj dowiedziałem? Szef szpitala udaje się do ministerstwa w którym dowiaduje się o planowanej prywatyzacji lub tym podobnej rzeczy, gdy jego szare komórki przyswoiły wiadomość że prywatyzacja ma dotyczyć jego szpitala, oburzony, podniosłym tonem wyznaje że prywatyzacja się nie sprawdza (lub sprawdza się w pojedynczych szpitalach specjalistycznych), jego twarz pęcznieje i pojawia się na niej grymas niezadowolenia i totalnej frustracji. Całą sytuację ubarwia kiepski pomysł na finansowanie budowy szpitalnego hotelu. Jaki jest przekaz dla mas? A no oczywiście, prywatyzacja to zło, nie sprawdza się w rzeczywistości i dodatkowo związane są z nią problemy finansowe. I co? Masa to kupi? Ano kupi, bo to typowa polityka grająca na emocjach, odruchach i strachu – nic dodać nic ująć bawienie się z naszą podświadomością. Niestety nie oglądałem pozostałych odcinków tego szlachetnego PIS-owskiego serialu toteż może interpretacja pojedynczego odcinka może być wyrwana z kontekstu, ale nie sądzę.

Co do psychomanipulacji, to rzecz jest powszechna. Np. dowiadujemy się np. że jak będziemy mieli dezodorant firmy AXE to nogi wszystkich kobiet na świecie stoją dla nas otworem, a obojętnie jakimi byśmy nie byli, każda kobieta na nasz widok ślini się i nie może się doczekać aż spełni wszystkie nasze pragnienia. Tyle tylko że co do manipulacji w reklamach jesteśmy przyzwyczajeni. Np. manipulacji politycznej w spotach reklamowych. Jednak z manipulacją polityczną w serialu? To chyba tylko w TVP.

Możliwe że się mylę, mało telewizji oglądam.

Zapraszam do komentowania.

Tagi: polityka
 
Beta, beta ach ta beta 2008-11-01 20:39
 Oceń wpis
   

 

Ciekawą rzecz dzisiaj przeczytałem, dotyczy ona współczynnika beta. W książce „Błądząc po Wall Street” na stronie 204. Autor pisze tak:

Gdyby rzeczywiście akcje o niskim współczynniku beta przynosiły systematyczne stopy zwrotu co najmniej tak wysokie jak akcje o wysokiej wartości tego współczynnika (co jest bardzo wątpliwe), byłby on jeszcze cenniejszym narzędziem inwestycyjnym niż w przypadku potwierdzenia się założeń modelu CAMP. Wystarczyłoby wtedy umieścić w portfelu akcje o niskim współczynniku beta…

Zapraszam do komentowania i wyrażania swojego zdania na ten temat. Jeżeli ktoś chce podyskutowac o technikach inwestycyjnych i analizie finansowej (przez dyskusję człowiek się rozwija) to zapraszam. mzientek@o2.pl w miarę możliwości umysłowych postaram się stawic czoła.

Tagi: inwestycje
 
 Oceń wpis
   

 

Są to tylko nieliczne miejsca, te na których strony chciało mi się wchodzic. Dzień 31.10.2008

 

SKOK Chmielewskiego - 9,00 % na 12- m-ce, zmienne oprocentowanie,

 

SKOK Stefczyka –9,10% -9,50% na 12 m-ce , zmienne oprocentowanie,

 

SKOK Stefczyka 8,20%-8,60% na 12 m-ce , stałe oprocentowanie,

SKOK Południowo zachodni8% na 12 m-ce, stałe oprocentowanie,

SKOK Południowo zachodni7,30% na 12 m-ce, zmienne oprocentowanie,

Przy takich możliwościach, i większym zabezpieczeniu niż w bankach (2x razy większy TUW niż BFG) oferty o „naciąganym” oprocentowaniu 8,08% i podobne są …gorszą alternatywą.

 

 
 Oceń wpis
   
  • Długoterminowo (myślę, że za okres długoterminowy w przypadku rynku akcji trzeba uznać okres min. 2 letni) fundamentaliści muszą mieć rację. Brak sztywnego procesu wyceny i ciągłe zawirowania co do metod, odpowiednich kryteriów i doboru danych umożliwia dużą manipulację. Poza tym roczna zmiana, w przypadku danych takich jak EBIT czy przepływy pieniężne, wynikająca z publikacji nowych sprawozdań finansowych dostarcza okazji do LEKKIEJ zmiany prognozy i oczywiści zmiany wyceny na wartość wewnętrzną, bliższą realiom ekonomicznym panującym w danym czasie. Tyle tylko, że dane wynikające z wartości wewnętrznej waloru nie wnoszą nic dobrego. Określają one jedynie punkt odniesienia, w stosunku do którego trzeba rozpatrywać czy ludzie kompletnie stracili rozum. Ponadto zawsze istnieje możliwość, iż np. przy zakupie akcji po cenie np. 30 zł/akcja, a wartości wewnętrznej 15 zł/akcja, rynek ogarnie szał spekulacyjny (tak jak to miało miejsce już parę razy w historii) i przez następne 5 lat cena wzrośnie do 300 zł/akcje. Oczywiście później nastąpi krach, załamanie nastrojów, emocje inwestorów się zmienią, zwiększy się drastycznie podaż – kupować już nikt nie będzie chciał. Cena najprawdopodobniej spadnie z zawrotną prędkością poniżej 30 zł a nawet możliwe, że poniżej 15 zł/akcje. Wtedy analityk fundamentalny będzie świętował. Miał racje. Tyle tylko że nie zarobił!!!  Oczywiście do tego scenariusza można się przyczepić na miliony sposobów... jak do wszystkiego.

     

Tagi: inwestowanie
 
1 | 2 |


Najnowsze komentarze
 
2011-05-06 21:53
kredyty hipoteczne. do wpisu:
Abra kadabra kredycie hipoteczny
Ja bym jednak brał tylko złotówkowy kredyt.
 
2011-05-06 21:51
windykacja. do wpisu:
Druga strona medalu, A. Górski we fleszach
Oczywiście, że powinni ukrócić takie wywody myślowe.
 



 
Jestem zwolennikiem tezy, że wiedza nie jest potęgą. Potęgą jest umiejętność jej wykorzystania. Pozdrowienia dla...wszystkich.
 



Kategorie Bloga
 
Ogólne
 





Archiwum Bloga
 
Rok 2009
 
Rok 2008